Gdy ktoś traci pracę…

Dzisiejszy dzień był bardzo emocjonalny. Kilka dni temu, napisałem na swojej tablicy życzenia świąteczne w nawiązaniu do Boga i jak bardzo pomaga nam wiara.

O poranku dostałem bardzo wzruszająca wiadomość. Pewna młoda kobieta została dotknięta moim wpisem, otwartością i nie rezygnacji z pokazywania wiary, pomimo że dla wielu osób to było “niestosowne”. Postanowiła podzielić się swoją historią.

Powiedziała mi, że jej życie jest beznadziejne. Rozstała się z mężem, straciła pracę i najchętniej popełniłaby samobójstwo. Rozmawialiśmy kilka godzin, uprzedzę Twoje myśli i zbędne pytania – nie nie była to sesja coachingowa, a zwykła ludzka pomoc i wysłuchanie drugiego człowieka. Mówiła jak bardzo miała ciężko w domu, poniżana przez rodziców. Ojciec alkoholik, matka uznała że przez nią nie skończyła studiów. Bohaterka wpisu poszła na studia, wzięła życie w swoje ręce, zarabiała na wynajmowany pokój, życie, ledwo wiązała koniec z końcem. Gdy poznała przyszłego (już byłego) męża, jej życie było usłane różami.

W czasie pandemii, jej mąż stracił pracę, ona sama ich utrzymywała, nie mieli dzieci… załamała się i sama straciła pracę.

[ Na koniec rozmowy zobaczyłem uśmiech na jej twarzy… ]

Wysłuchaj drugiego człowieka, nie krytykuj, nie oceniaj.